Kiedy wiosna na dobre rozgościła się za oknami, w naszych progach zapanował ruch, którego nie powstydziłby się niejeden instytut badawczy połączony z akademią sztuk pięknych. Kwiecień w szkole niedyrektywnej minął nam pod znakiem bliskich spotkań – zarówno z naturą, jak i z własną wyobraźnią, która, jak się okazało, nie ma żadnych barier.
Od wełny po pszczół skrzydełka
Nasza przygoda zaczęła się w Zagrodzie Uśmiechu, gdzie teoria o opiece nad zwierzętami zamieniła się w praktykę pachnącą sianem. Uczniowie z ogromnym zaangażowaniem wkroczyli w codzienność mieszkańców zagrody, dbając o ich czyste boksy i pełne brzuchy. To niesamowite, jak szybko buduje się więź, gdy zamiast podręcznika trzyma się w dłoni szczotkę do czyszczenia sierści lub porcję smakołyków. Podobną dawkę natury, ale w skali mikro, zaserwowaliśmy sobie podczas przygotowań do Dnia Pszczół. Zamiast nudnych wykładów, dzieci wzięły udział w quizie, który rozstrzygnął odwieczne dylematy o tym, kto właściwie rządzi w ulu i dlaczego plaster miodu to majstersztyk inżynierii.
Sztuka na szczycie i blues w sercu
Kreatywność naszych uczniów po raz kolejny została dostrzeżona poza murami szkoły. W Kubiszówce, podczas gali Międzynarodowego Konkursu Plastycznego „Na Szczycie”, nasi młodzi artyści odbierali laury za prace, które są najlepszym dowodem na to, że dziecięce spojrzenie na świat jest o wiele ciekawsze od tego dorosłego. Gdy emocje po wernisażu nieco opadły, do sali wdarł się rytm. Dzięki Małej Akademii Jazzu i wizycie wirtuoza Grzegorza Kapołki, dowiedzieliśmy się, że gitara elektryczna ma duszę, a blues to coś więcej niż muzyka – to sposób opowiadania historii. Dźwięki elektrycznych strun sprawiły, że korytarze na chwilę zamieniły się w nowoorleański klub muzyczny.
Fasolowe przedszkole i świat bez uprzedzeń
W klasach 3D i 5B parapety zamieniły się w polowe laboratoria botaniczne. Uczniowie samodzielnie założyli hodowlę fasoli, co stało się lekcją cierpliwości i odpowiedzialności. Obserwowanie, jak z twardego nasionka wyłania się życie, angażuje o wiele mocniej niż jakikolwiek film przyrodniczy. Równolegle klasa 2A postanowiła zmierzyć się z lękami i odwiedziła BEST, by poznać bliżej… węże. Okazało się, że te fascynujące gady są ofiarami fatalnego PR-u, a spotkanie oko w oko z łuską pozwoliło nam obalić wiele mitów i spojrzeć na przyrodę z większą empatią.
Zmysły w akcji i cztery łapy
Nie zabrakło też zajęć, po których sprzątanie trwało niemal tyle samo, co sama zabawa, ale każda minuta była tego warta. Sensoplastyka dla klas 1-3 to była prawdziwa uczta dla rąk i stóp. Brodziliśmy w mące, ugniataliśmy ryżolinę i sprawdzaliśmy, jak pod palcami zachowuje się galaretka. Wolność w brudzeniu się to dla nas kluczowy element rozwoju sensorycznego. Spokój odnaleźliśmy z kolei podczas wizyty czworonożnego przyjaciela. Nauka kontaktu z psem połączona ze slalomem z jajkiem na łyżce pokazała, że opanowanie emocji i delikatność mogą iść w parze z doskonałą zabawą.
Kozy, imiona i zapach melisy
Kwietniowe wspomnienia zamyka wizyta w Zielonej Zagrodzie u pani Katarzyny i pana Marka. Trudno opisać radość, jaka towarzyszyła nam przy nadawaniu imion siedmiu młodym kózkom. Zwierzęta te mają w sobie tyle energii, że natychmiast zaraziły nas optymizmem. Na pamiątkę tego spotkania każdy uczeń zabrał do domu sadzonkę melisy, by jej kojący zapach przypominał nam o tym, że najlepsze lekcje to te, które przeżywamy wszystkimi zmysłami, z ziemią pod paznokciami i uśmiechem na twarzy.

