Kwiecień przywitał nas słońcem, które od razu wygnało nas z sal na świeże powietrze, ale zanim na dobre zadomowiliśmy się na placu zabaw, działo się u nas tyle, że trudno byłoby to zmieścić w jednym wspomnieniu. To był miesiąc, w którym granica między nauką a zabawą całkowicie się zacierała, ustępując miejsca czystej ciekawości.
Wszystko zaczęło się od wielkiego odliczania. Grupa Ananasków zamieniła przedszkolną salę na bazę kosmiczną, a wszystko za sprawą wizyty Szalonego Naukowca. Zamiast wykładów o astronomii, dzieci zobaczyły na własne oczy eksperymenty, które wyglądały jak wyjęte z filmów science-fiction. Później, wyposażeni w wiedzę o grawitacji i odległych galaktykach, mali inżynierowie skonstruowali własne rakiety. Kiedy przyszło do tworzenia Układu Słonecznego z plasteliny, okazało się, że Saturn ma u nas wyjątkowo fantazyjne pierścienie, a każda planeta – choć ulepiona małymi rączkami – ma swój niepowtarzalny charakter. To niesamowite, jak dzieci potrafią przełożyć ogrom wszechświata na coś, co mieści się w dłoni.
Nie zapomnieliśmy też o naszej własnej planecie, choć tym razem zeszliśmy dosłownie do parteru. Z okazji Dnia Ziemi Ananaski uzbroiły się w rękawice i worki, ruszając na misję ratunkową dla najbliższego otoczenia. Wspólne sprzątanie miało w sobie coś z harcerskiej przygody – dzieci z ogromnym przejęciem pilnowały, by żaden papierek nie umknął ich uwadze. Ta lekcja ekologii odbyła się bez zbędnych słów, po prostu w działaniu, dając maluchom poczucie, że mają realny wpływ na to, jak wygląda ich świat.
Wiosenny klimat poczuliśmy najmocniej podczas wycieczki do Goczałkowic. Spacer wśród budzącej się do życia natury był idealnym momentem na wyciszenie, ale też na uważną obserwację detali, których nie zauważamy w codziennym biegu. Te wrażenia przenieśliśmy później do sali, tworząc żywe bukiety. Dzieci z wielkim skupieniem dobierały kwiaty, ucząc się kompozycji i delikatności w obchodzeniu się z roślinami. Podobna pasja towarzyszyła nam przy tworzeniu własnych obrazów – przez kilka dni nasze przedszkole przypominało paryską pracownię malarską, gdzie kolory mieszały się nie tylko na paletach, ale czasem i na buziach młodych artystów.
Jednym z najbardziej wzruszających momentów była jednak wyprawa do biblioteki. Tam dzieci nie tylko przeglądały księgozbiory, ale stały się współtwórcami prawdziwej opowieści. Ilustrowanie własnej, „Ananaskowej” książki pokazało, jak nieograniczona jest ich wyobraźnia, gdy tylko da się im odpowiednie narzędzia i przestrzeń. Całość miesiąca dopełniły beztroskie chwile na placu zabaw, gdzie w promieniach słońca budowały się najsilniejsze przyjaźnie. Patrząc na tę energię, wiemy jedno – kwiecień był dowodem na to, że najlepsza edukacja to taka, która pozwala dziecku być odkrywcą każdego dnia.

